Wiadomo już, że PiS odkłada repolonizację mediów na święte nigdy, a przynajmniej na “lepsze czasy”. Jak jednak miałyby one w ogóle nadejść, skoro nadgryzienie amerykańskiego kapitału wymagałoby wstania z kolan na serio, a nie w ramach jasełek? Morawiecki zrozumiał to po tym, jak otrzymał okrutną burę od pani ambasador Mosbacher, która swoją drogą sama stanowi ciekawostkę przyrodniczą, tak jak większość kadr Donalda Trumpa.

   Skoro amerykańskiej stacji TVN nie można bezkarnie oskarżać o nazizm za ujawnianie nazizmu, to tym bardziej lepiej przestać marzyć o ustawowym uszczknięciu sobie kawałka tego tortu. Bądźmy poważni. Kiedyś należało się bać, że Amerykanie zmienią w jakimś kraju rząd, jeżeli spróbuje on znacjonalizować złoża ropy. Dziś, w czasach gnijącego kapitalizmu, imperializm opiera się na hegemonii medialnej, co ma szerszy związek z ufikcyjnieniem całej światowej gospodarki. Przekaz mediów jest dziś wręcz samą treścią władzy. Jasne i zrozumiałe staje się więc to, co podczas rozmowy radiowej wyznał marszałek senatu Stanisław Karczewski: żadnej repolonizacji nie będzie.

   A był to jeden ze sztandarowych ideologicznych projektów PiS, pomyślany jako “mięso” dla nigdy nienasyconego betonowego elektoratu spod krzyża smoleńskiego. Traktowano tę kwestię śmiertelnie poważnie: Ministerstwo Kultury mówiło, że ustawa jest opracowana i można ją spisać w ciągu jednego dnia. Kapitulacja jest pełna, bo Michał Karnowski, czyli człowiek od trzymania nad rządem parasola propagandy, nagle obudził się i twierdzi, że “nigdy nie wierzył w siłową repolonizację”, że “rynek trzeba pluralizować, a nie go zduszać”.

   Wkraczamy w etap, w którym “wstawanie z kolan” pozostanie bełkotem histeryków i okazją do kpin. “Wstawanie” to oczywiście zawsze zakładało lizanie butów Amerykanom i nie do końca wiadomo, jak wybitną akrobatykę PiS chciał zastosować, żeby te dwa manewry połączyć w jednej figurze. Jeżeli serwilizm polskich liberałów wobec USA był “imperializmem żebraczym”, to kaczyści prezentują chory i kiczowato teatralny masochizm – zamierzali przecież zapłacić Amerykanom 2 mld dol. za ich własną bazę, zresztą przez USA niechcianą, bo niepotrzebną. W tej sytuacji wystarczy już tylko fuknięcie pani ambasador, żeby zapomnieć o jakichkolwiek epickich wizjach i mesjańskich ambicjach PiS.

   Rząd Morawieckiego miał być gabinetem “odwilżowym” w stosunku do Beaty Szydło i faktycznie takim jest. To już czwarty flagowy “hurrapatriotyczny” projekt, który przepadł w starciu rzeczywistością: wcześniej polegały dezubekizacja, ustawa o IPN i wojna o sądownictwo. PiS się cofa. W sondażach nadal króluje, ale czy zapasu w słupkach starczy im na rok? Paliwa na kampanię mają już coraz mniej.

   To ważny proces polityczny, który może umknąć uwadze publiki, gdy na jej oczach rozgrywa się pyszna komedia w trzech aktach: 1. Wstający z kolan polscy prawacy biją pokłony przed prawaczką waszyngtońską, 2. Wolność słowa w Polsce ratuje namiestniczka satrapy, który przegania dziennikarzy ze swoich konferencji, 3. Broniąca demokracji Gazeta Wyborcza po raz kolejny zachwyca się, że amerykański tyran “nasłany przez Putina” ratuje ją i Polskę.

   Mniej śmiesznie się zrobi, kiedy pisowcy rozczarowani PiS-em zaczną dokonywać wyborów jeszcze obrzydliwszych. Oby nie sprawdziła się obawa Jerzego Urbana, że najgorsze w PiS jest to, co może przyjść po nich. Tymczasem tam, gdzie lewica postanowiła w jednym szeregu z liberałami rozpocząć karierę psa łańcuchowego USA, tam resztkami antyimperializmu karmi się wiadomo co. Retorykę sprzeciwu wobec NATO, globalistycznych patologii i wojennych awantur USA obecnie prawie całkowicie przejęli polscy narodowcy, w nadziei na utrwalenie “separatyzmu rasowego” czy innej nacjo-dżumy. Gdyby nie istniał Strajk.eu, “prawie” można by spokojnie wykreślić. W takiej sytuacji człowiek się dosłownie wstydzi, że komuś się może kojarzyć ze słowem lewica.

     Autor: Piotr Jaworski; portal STRAJK.eu
 

Komentarze   

 

  1. Frau Mosbacher ma nadzieję, że pójdziemy na dno razem z Ameryką… gdy Rosja wreszcie straci cierpliwość

  2. Typowe zachowania ludności kraju postkolonialnego. Pogubieni „bez pana” gubią się w wyborach miotając się od lewa do prawa (cokolwiek to lewo i prawo miałoby znaczyć). Ułapili się USA jako hegemona zastępczego przyjmując nawet jego słownictwo (sale, designerstwo, eventowe, etc.). Cokolwiek by hegemon zastępczy do byłej niemiecko-sowieckiej kolonii przysłał, to będzie to policzek i katastrofa biologiczna. :) No, bo jak tu żyć bez pana?

    1. Zadziwia jeno, że te PiSdzieckie lizodu… są aż tak głupie, że nie zauważają chamstwa tej starej baby. I dalej włażą jej bez mydła.

    2. Ktoś mądry ustalił wiek emerytalny na 60/65 lat. I tak trzymać! Poza tym gdzieś czytałem, że kraj postkolonialny zmienia mentalność przez 60 lat najmniej. Mamy jeszcze troche czasu. :)